24.07.2019

Odwrót od kontradyktoryjności

opublikowano: 2016-04-18 przez:

Ustawą z 27 września 2013 r.[1] poprzedni Sejm dokonał obszernej nowelizacji kodeksu postępowania karnego, zwanej nawet Wielką Nowelizacją, która weszła w życie 1 lipca 2015 r., a której najsilniej akcentowaną treścią była zmiana modelu postępowania z inkwizycyjnego na kontradyktoryjny. Mimo że do chwili obecnej nowe przepisy w zasadzie nie zaczęły jeszcze powszechnie funkcjonować w praktyce – głównie z racji rozbudowanych przepisów intertemporalnych, w myśl których w przypadku procesów zainicjowanych przed 1 lipca 2015 r. w szeregu sytuacji zastosowanie nadal znajdują przepisy dotychczasowe – wkrótce po wyborach sejmowych, po których doszło do zmiany układu rządzącego w Polsce, ogłoszono zamiar niezwłocznego wycofania się z nowelizacji. W Ministerstwie Sprawiedliwości powstał projekt ustawy, który 27 stycznia 2016 r. złożony został do Sejmu[2]. 11 marca 2016 r. Sejm uchwalił wnioskowaną ustawę z pewnymi zmianami, którą następnie Senat przyjął już bez żadnych poprawek, a Prezydent podpisał[3]. Zgodnie z art. 28 uchwalonej ustawy weszła ona w życie już 15 kwietnia 2016 r., co daje oczywiście racjonalne podstawy do niezwłocznego pochylenia się nad efektami rzeczonej nowelizacji w zakresie obowiązującego modelu procesu karnego.
Na wstępie przypomnieć więc warto, co oznaczała Wielka Nowelizacja procedury karnej i jakie były jej zasadnicze założenia oraz skutki, bo to pozwoli na ocenę, na ile kolejna ustawa nowelizacyjna rzeczywiście cofa nas do stanu prawnego sprzed 1 lipca 2015 r. Biorąc pod uwagę uzasadnienie projektu ustawy z 27 września 2013 r., poprzedni – tj. obowiązujący do 30 czerwca 2015 r. – model postępowania karnego wymagał zmian prowadzących zwłaszcza do przeciwdziałania nadmiernej przewlekłości. Za jedną z zasadniczych przyczyn tego zjawiska uznano odejście od kontradyktoryjności postępowania na rzecz inkwizycyjnego wyjaśniania faktów sprawy, skutkującego nieprawidłowym rozłożeniem ciężaru odpowiedzialności za wynik procesu. W efekcie u podstaw Wielkiej Nowelizacji legły założenia, że niezbędne jest m.in. przemodelowanie postępowania przygotowawczego w zakresie niezbędnym dla zbudowania modelu kontradyktoryjnej rozprawy, a także przemodelowanie postępowania jurysdykcyjnego w kierunku większej kontradyktoryjności, która ma stwarzać najlepsze warunki do wyjaśniania prawdy materialnej i najlepiej służyć poszanowaniu praw uczestników procesu. Przemodelowanie procesu służyć miało przede wszystkim – przynajmniej wedle deklaracji autorów zmian – jego przyspieszeniu i usprawnieniu oraz wzmocnieniu ochrony praw uczestników. Także odejście od inkwizycyjności w kierunku możliwie pełnej sporności procesu (przynajmniej na etapie sądowym) miało być jedynie środkiem prowadzącym do tych rzeczywistych celów, a nie celem samym w sobie. Autorzy Wielkiej Nowelizacji – wbrew temu, co zarzucali im niektórzy komentatorzy – wcale nie zamierzali odrzucać ani osłabiać zasady prawdy materialnej, a w każdym razie niczego takiego nie deklarowali. Wprost przeciwnie – wedle ich deklaracji pełniejsza sporność procesu, wymagająca aktywności stron zainteresowanych jego rozstrzygnięciem, powinna w większym stopniu przysłużyć się realizacji tej zasady. Pozostawili więc w mocy i w żaden sposób nie zmienili konstytuującego ją art. 2 § 2[4], w myśl którego podstawę wszelkich rozstrzygnięć powinny stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne. Z pewnością natomiast zmienione zostały niektóre inne unormowania o charakterze zasadniczym, wyraźnie metodą przeniesienia akcentu z przesłanek o charakterze „prawdy obiektywnej” (jeśli można się posłużyć takim funkcjonującym w języku prawniczym pojęciem, noszącym cechy tautologii) na kwestie efektywności działań procesowych. I tak zwłaszcza w art. 2 § 1, wskazującym podstawowe cele każdego postępowania karnego, nakaz dążenia do tego, by nie poniosła odpowiedzialności „osoba niewinna”, zawarty w pkt 1, zastąpiono analogicznym zakazem, ale dotyczącym „osoby, której nie udowodniono winy” – co, jak przecież wiadomo, niekonieczne musi oznaczać osobę rzeczywiście niewinną. Przeformułowano również zasadę in dubio pro reo z art. 5 § 2, nakazując rozstrzygać na korzyść oskarżonego już nie „nie dające się usunąć wątpliwości”, ale „wątpliwości, których nie usunięto w postępowaniu dowodowym” – wśród których mogą przecież pozostać takie, które obiektywnie rzecz oceniając usunąć by się dało. Z uzasadnienia projektu ustawy uchwalonej 27 września 2013 r. wynika, że jej autorzy liczyli się z zarzutem, iż proponowana kluczowa zmiana modelu postępowania będzie pozostawać w kolizji z zasadą prawdy materialnej, skoro sąd zdany będzie na dowody przedstawione przez strony, w efekcie czego „orzekać niekiedy będzie w sytuacji braku przekonania co do tego, czy obraz zdarzeń ujawniający się na tle tych dowodów, odpowiada prawdzie”[5]. Ich zdaniem obawy te jednak nie są zasadne, bo to właśnie w pełni kontradyktoryjne przeprowadzanie dowodów przez strony przed bezstronnym sądem zmusza strony do podjęcia wysiłku zmierzającego do przekonania sądu o swych racjach, natomiast osiąganiu prawdy materialnej nie służył model dotychczasowy, który przy braku jakiejkolwiek aktywności ze strony oskarżyciela zmuszał sąd do poszukiwania dowodów umożliwiających skazanie oskarżonego, przenosząc spór procesowy na linię sąd – obrona, co nie tylko było mało efektywne, ale też nie budowało wizerunku sądu jako organu niezawisłego i bezstronnego. Nadto projektodawcy wskazali na „wentyl bezpieczeństwa” w postaci art. 167 § 1 zd. 3, dającego sądowi w wyjątkowych sytuacjach prawo dopuszczenia i przeprowadzenia dowodu z urzędu. Nietrudno dostrzec, że pierwszy z tych argumentów nosi w dużej mierze znamiona myślenia życzeniowego, zakładając raczej naiwnie, że każda strona w każdym procesie kontradyktoryjnym będzie działała racjonalnie i z pełnym zaangażowaniem, bo już sam interes procesowy zmusi ją do takiej aktywności, a sąd – ważąc jedynie dowody i oceny przedstawione przez wystarczająco aktywne strony – będzie miał komfort wyboru wersji odpowiadającej prawdzie materialnej. Niestety wieloletnie doświadczenie raczej nakazuje wątpić w rychłe doprowadzenie do tak idealnej sytuacji, i to nie tylko z uwagi na ugruntowane od lat nawyki bierności, cechujące zwłaszcza oskarżyciela publicznego, lecz także ze względu na generalnie raczej niski poziom kultury prawnej w polskim społeczeństwie i brak gotowości do korzystania z profesjonalnej pomocy prawnej, na którą, wedle dość powszechnego błędnego mniemania, „normalnego człowieka” nie stać. Z kolei drugi z wyżej przywołanych argumentów, bazujący na tezie, że dotychczasowy model inkwizycyjny w rzeczywistości utrudniał dotarcie do prawdy materialnej, był zasadny o tyle, że trafnie dopatrywał się przyczyn tych utrudnień w bierności procesowej stron, w żaden logiczny sposób nie podważał jednak dość oczywistego wniosku, że aktywność każdego podmiotu uczestniczącego w procesie – w tym ewentualnie sądu, działającego z urzędu – z założenia może służyć odkrywaniu prawdy materialnej, bo ta nie zależy od tego, dzięki czyjej inicjatywie zostanie przeprowadzony dowód pozwalający ją odkryć. Z pewnością bardziej przekonujący był natomiast argument, że wszelka aktywność sądu w tym zakresie rodzić może wątpliwości co do bezstronności tego organu, niezależnie zresztą od tego, czy sąd szuka dowodów winy oskarżonego wskutek bierności oskarżyciela, czy dowodów niewinności wskutek nieudolnie lub niedbale prowadzonej obrony. Ten jednak argument przenosił całą dyskusję na pole zupełnie innych zasad procesowych (a w pewnej mierze też konstytucyjnych) niż kontradyktoryjności bądź inkwizycyjności. Ostatni z argumentów, odwołujący się do przepisu umożliwiającego wyjątkowo sądowi przeprowadzenie dowodu z urzędu, dowodził z kolei wyraźnie wątpliwości samych autorów nowelizacji odnośnie tego, czy rzeczywiście strony będą potrafiły i będą chciały być na tyle aktywne, by samodzielnie dowodzić okoliczności istotnych dla sprawy w sposób na tyle kompletny, by sąd nie miał kłopotów z wydaniem rozstrzygnięcia opartego na ustaleniach faktycznych odpowiadających prawdzie.
Autorzy najnowszej nowelizacji argumentacji tej najwyraźniej nie podzielili, stawiając zasadę kontradyktoryjności wręcz w swoistej opozycji do zasady prawdy materialnej, zwłaszcza w sytuacji – jak to ujęto – faworyzowania tej pierwszej. Nie przekreślając jej w całości, opowiedzieli się za – co warto przytoczyć in extenso z uwagi na interesujący eklektyzm formuły – „mieszanym kontradyktoryjno-inkwizycyjnym modelem postępowania jurysdykcyjnego oraz funkcjonalnie z nim połączonym rozpoznawczym, przewidującym utrwalanie dowodów charakterem postępowania przygotowawczego”[6]. Dalszy wywód pozwoli ocenić, jaki może być ostateczny efekt tych zamysłów. W tym miejscu należy tylko wskazać, że uchwalona 11 marca 2016 r. ustawa przywraca dotychczasowe brzmienie art. 2 § 2 pkt 1 oraz art. 5 § 2, w efekcie czego znów celem postępowania karnego ma być niedopuszczenie do poniesienia odpowiedzialności karnej przez osobę obiektywnie niewinną, a rozstrzyganie wątpliwości na korzyść oskarżonego będzie dopuszczalne dopiero w momencie, gdy rzeczywiście nie da się ich usunąć. Projektodawcy tej nowelizacji nie kryli przy tym, że za realizację tych celów oraz za dążenie za pomocą dostępnych środków do prawdy materialnej uczynić należy odpowiedzialnym nie tylko strony sporu, ale też aktywny sąd, który w postępowaniu powinien pełnić nie tylko funkcję gwaranta uprawnień jednostki, ale też „skuteczności postępowania w aspekcie realizacji jego celów, a zwłaszcza trafnej reakcji karnej”[7]. W dalszym wywodzie postaram się pokazać, jakie konkretnie zmiany – a raczej: odwrócenie jakich zmian spowodowanych Wielką Nowelizacją – uznano za niezbędne dla osiągnięcia tego zasadniczego celu ustawy uchwalonej 16 marca 2016 r. Dla wykazania tego oczywiście niezbędne będzie przypomnienie, na czym polegały cofane obecnie zmiany.
Przemodelowanie postępowania przygotowawczego – wedle intencji autorów Wielkiej Nowelizacji – miało służyć głównie ograniczeniu tej fazy procesu. Zamiast przeprowadzania i zabezpieczania w możliwie szerokim zakresie wszystkich dowodów, które ponownie i tak muszą być przeprowadzone przed sądem i dla niego są gromadzone, dochodzenie lub śledztwo miało ograniczyć się do zebrania dowodów wystarczających do podjęcia przez oskarżyciela decyzji o wniesieniu aktu oskarżenia. Komplet dowodów co do zasady miał być przeprowadzany dopiero na rozprawie sądowej, z wyjątkiem oczywiście tych, których z jakichś względów nie da się już wtedy przeprowadzić (np. przesłuchanie świadka – obcokrajowca jedynie czasowo przebywającego w Polsce), niepowtarzalnych (np. okazania) albo których skuteczność z upływem czasu staje się zazwyczaj zerowa (np. oględziny miejsca zdarzenia). W tym zakresie argumentacja projektodawców, acz logicznie wpisująca się w całokształt zmian, miała jednak charakter bardziej postulatywny niż rzeczywisty, albowiem realny zakres i kierunek zmian normatywnych dotyczących tej przedsądowej fazy procesu pozostał raczej dość skromny. Dlatego też raczej ograniczone znaczenie miała zmiana art. 297 § 1 pkt 5), określającego podstawowe cele postępowania przygotowawczego, skoro w relatywnie niewielkim stopniu obudowana została rzeczywistą rekonstrukcją konkretnych instytucji śledztwa. Trudno bowiem za rewolucję uznać np. przepisy dające możliwość ograniczenia protokołów przesłuchania świadków przez Policję jedynie do zapisu „najbardziej istotnych oświadczeń” (art. 311 § 3), w sytuacji gdy jednocześnie Policja zobowiązana została do wystąpienia z wnioskiem o przesłuchanie świadka przez prokuratora, jeśli jego zeznania mogą mieć szczególne znaczenia dla procesu (art. 311 § 7); podobnie oceniać należy możliwość utrwalania wypowiedzi świadka jedynie w formie notatki (art. 311 § 5), przy jednoczesnym utrzymaniu w art. 174 zakazu zastępowania dowodu z zeznań świadka treścią takiej notatki. Przy okazji Wielkiej Nowelizacji dokonano licznych zmian przepisów regulujących postępowanie przygotowawcze, jednak w rzeczywistości nie miały one, mimo pozornej rozległości, istotniejszego wpływu na cały model dotychczasowego postępowania (wskazać tu można np. przepisy zmieniające zasady powierzania przez prokuratora śledztwa Policji – art. 311, przesłanki prowadzenia przez prokuratora dochodzenia własnego – art. 325a § 1, terminy prowadzenia dochodzenia i organy uprawnione do jego przedłużania – art. 325i § 1). Istotniejsze praktyczne znaczenie miała modyfikacja przepisów regulujących końcowe zaznajomienie (nazwane: zapoznaniem) stron z materiałami postępowania (art. 321) oraz treść i formę aktu oskarżenia i załączników do niego (art. 332-334), co pozostawało w związku z ideą uczynienia procesu bardziej kontradyktoryjnym, a skutkowało obciążeniem każdej ze stron obowiązkiem samodzielnej dbałości o to, jaki materiał dowodowy zostanie przedstawiony sądowi, a także o klarowne wykazanie potrzeby przeprowadzenia każdego wnioskowanego dowodu (tj. tezy dowodowej), także gdy wniosek ten zawarty jest w wykazie dowodów, stanowiącym element aktu oskarżenia. W efekcie bowiem tych zmian nie każdy dowód, jaki przeprowadził (bądź tylko wykrył) organ ścigania na etapie postępowania przygotowawczego, musiał być przedstawiony sądowi, lecz jedynie ten, którego przeprowadzenie któraś ze stron uznała za celowe, zgłaszając stosowny wniosek dowodowy.
Omówiona zmiana reguł przeprowadzania dowodów w znowelizowanym procesie karnym (generalnie tylko na wniosek, wyjątkowo z urzędu przez sąd) obudowana została zmianami szeregu innych, powiązanych z tym przepisów postępowania przygotowawczego, m.in. rozbudowaniem systemu pouczeń stron o uprawnieniach i obowiązkach procesowych (art. 300) oraz ograniczeniem materiału dowodowego przekazywanego przez oskarżyciela sądowi wraz z aktem oskarżenia (art. 334 § 1), a zarazem wprowadzeniem szeregu unormowań dających innym niż oskarżyciel publiczny stronom możliwość zapoznania się z odrzuconym przez prokuratora materiałem dowodowym i zgłoszenia żądania, by także któreś z odrzuconych dowodów zostały przed sądem przeprowadzone (art. 321 § 5, art. 334 § 2, art. 338 § 1, art. 381 § 2). Jak zasygnalizowano, w tym celu przydano też pokrzywdzonemu analogiczne do oskarżonego prawo do udziału w końcowym zapoznaniu się z materiałami postępowania przygotowawczego (art. 321), dodając nadto art. 337 § 1a i 4, nakazujące prezesowi sądu zwrot akt sprawy prokuratorowi na etapie formalnej kontroli aktu oskarżenia, jeśli nie dokonano czynności, o których mówi art. 321. Wszystkie te zmiany wprowadzały do postępowania przygotowawczego szereg nowych rozwiązań, niemniej nie czyniły tego etapu procesu jakościowo wyraźnie odmiennym niż przed 1 lipca 2015 r.
W efekcie wyżej wykazanej generalnej skromności zmian, jakie nastąpiły po tej dacie w śledztwie bądź dochodzeniu, analogicznie skromny musiał być zakres zmian, których dokonał obecny ustawodawca, a i stopień ich normatywnego skomplikowania nie jest wysoki. Podobnie więc, jak uczyniono przywracając poprzednie brzmienie art. 2 § 2 pkt 1 oraz art. 5 § 2 (obowiązujących we wszystkich fazach procesu, czyli też w postępowaniu przygotowawczym), tą samą metodą dokonano zmian szeregu innych niedawno zmodyfikowanych przepisów. Przywrócone w szczególności zostało dawne brzmienie art. 297 § 1 pkt 5, obligującego organ postępowania przygotowawczego do zebrania, zabezpieczenia i w niezbędnym zakresie utrwalenia dowodów dla sądu (a nie – jak obecnie – jedynie dowodów niezbędnych do stwierdzenia zasadności wniesienia aktu oskarżenia albo innego zakończenia postępowania). Tak samo poprzednią treść odzyskał art. 311 § 3, co oznacza odstąpienie od unormowania, które w śledztwie powierzonym uprawniało Policję do utrwalania przesłuchań świadków w formie protokołu ograniczonego jedynie do najbardziej istotnych oświadczeń. Do wcześniejszego brzmienia powrócił art. 325i, normujący czas trwania dochodzenia, a także art. 321, regulujący końcowe zaznajomienie (bowiem nastąpić ma powrót do tej nazwy) z materiałami postępowania, które znów będzie czynnością przeprowadzaną z udziałem tylko podejrzanego i jego obrońcy. Pokrzywdzony i jego pełnomocnik utracili możliwość udziału w niej, co akurat nie znajduje raczej przekonującego uzasadnienia, bowiem regres ten znów czyni pokrzywdzonego – formalnie będącego z mocy prawa (art. 299 § 1) takim samym uczestnikiem postępowania przygotowawczego jak podejrzany – stroną de facto upośledzoną w uprawnieniach i ograniczoną w możliwościach wpływu na kompletność materiału zgromadzonego na tym etapie procesu. Wobec wykreślenia art. 337 § 1a niedokonanie czynności zaznajomienia podejrzanego z materiałami postępowania przygotowawczego przestanie być przesłanką obligatoryjnego zwrotu akt prokuratorowi jeszcze na etapie formalnej kontroli aktu oskarżenia, co oznacza, że jedynie in concreto sąd będzie mógł uznać to za brak postępowania wymagający zwrotu sprawy prokuratorowi w trybie przywróconego pod nowym oznaczeniem art. 344a (którego literalnym odpowiednikiem przed 1 lipca 2015 r. był art. 345). Do dawnej formuły powrócił także art. 333 § 1, wskazujący, co musi zawierać akt oskarżenia – co niestety oznaczać będzie odstąpienie od obecnych, sensownych przecież wymogów, by oskarżyciel wskazywał dowody w sposób usystematyzowany (grupując je w odpowiednich listach) i by określał dla każdego dowodu, jaką okoliczność z jego pomocą chce udowodnić. Niezależnie od przyjętego modelu procesu racjonalnego uzasadnienia dla tej ostatniej zmiany trudno się dopatrzyć, bowiem nawet w procesie o zabarwieniu silnie inkwizycyjnym zawsze dobrze jest wiedzieć, na jaką okoliczność strona żąda przeprowadzenia wnioskowanego dowodu, a jeśli przedstawianego przez nią materiału dowodowego jest więcej – otrzymać go w formie uporządkowanej i czytelnej. Odstąpienie od tych wymogów oznaczać będzie najprawdopodobniej powrót do utartych złych praktyk przedstawiania przez oskarżyciela publicznego bezrefleksyjnego spisu treści akt, sporządzonego metodą automatycznego wyliczenia znajdujących się w kolejnych tomach dokumentów, nierzadko więc obejmującego dokumenty pozbawione jakiegokolwiek waloru dowodowego, czego efektem będzie niemożność choćby wstępnej oceny, jakie – i czy w ogóle jakiekolwiek – znaczenie dowodowe ma dany protokół lub inny wskazany jedynie hasłowo dokument, bez bezpośredniego zapoznania się z jego całą treścią. Po najnowszej nowelizacji do aktu oskarżenia prokurator znów załączy całe akta postępowania przygotowawczego, a więc niepoddane żadnej racjonalnej selekcji pod kątem aktualnej przydatności procesowej (art. 334), co także trudno uznać za dobrą zmianę, albowiem skutkiem będzie – jak uczy doświadczenie z okresu poprzedzającego Wielką Nowelizację – nie tylko zbędna obszerność akt postępowania, ale też obecność w nich wielu dokumentów powtarzających się albo z innych powodów zbędnych, których znaczenia dla procesu w rzeczywistości nie potrafiłby wyjaśnić sam autor aktu oskarżenia. Temu ostatniemu łatwiej jednak będzie wysłać sądowi wszystko, co się w śledztwie zebrało, zamiast akta wcześniej uporządkować i wyeliminować z nich to, co zbędne.
W sumie więc dokonywane obecnie zmiany obejmujące postępowanie przygotowawcze należy uznać za w znacznej mierze niesatysfakcjonujące – niezależnie bowiem od przyjętego modelu procesu, tj. od preferowania inkwizycyjności bądź kontradyktoryjności, część zmian dokonanych Wielką Nowelizacją należało niewątpliwie uznać za krok w dobrym kierunku, nakierowany na poprawę jakości pracy organów ścigania i skłonienie ich do większej troski o przydatność i klarowność materiału przedstawianego sądowi.
Wielką Nowelizacją największych zmian dokonano w sądowym etapie procesu. Niektóre z nich funkcjonalnie powiązane były z wyżej omówionymi zmianami postępowania przygotowawczego. Zgodnie z zasadniczym założeniem, że to stronę, a nie sąd, obciąża wynik procesu, wyeliminowane zostały możliwości obligowania prokuratora przez sąd do usunięcia merytorycznych braków postępowania przygotowawczego (skreślenie art. 345 i 397), a logicznym zwieńczeniem tego kierunku zmian było umożliwienie oskarżycielowi skutecznego – a więc implikującego powstanie relewantnej dla sądu przeszkody procesowej w rozumieniu art. 17 § 1 pkt 9 – cofnięcia aktu oskarżenia (art. 14 § 2); z kolei logiczną konsekwencją tego unormowania w kontekście zasady kontradyktoryjności było umożliwienie pokrzywdzonemu skutecznego przejęcia funkcji oskarżycielskiej w sytuacji, gdy odstępuje od niej prokurator (art. 54 § 2).
Dla etapu sądowego kluczowe znaczenie miała jednak niewątpliwie nowelizacja art. 167, który z przepisu o charakterze raczej porządkowym (stwierdzającego, że dowody przeprowadza się albo na wniosek stron, albo z urzędu), stał się przepisem stanowiącym, że dowody przeprowadza co do zasady strona, a z urzędu ich przeprowadzanie przez sąd możliwe jest jedynie „w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi okolicznościami”. Aby zapobiec nadużywaniu tej ostatniej sytuacji, a zwłaszcza niepożądanego uczynienia z przepisu wyjątkowego faktycznie funkcjonującej reguły procesowej, ustawodawca wprowadził w art. 427 § 4 rygorystyczny zakaz podnoszenia w środku odwoławczym zarzutu nieprzeprowadzenia przez sąd określonego dowodu, jeśli strona nie zgłaszała w tym zakresie wniosku dowodowego (jak zresztą także zarzutu przeprowadzenia przez sąd dowodu z urzędu mimo braku wniosku strony). Znowelizowany art. 171 § 2 k.p.k. wprowadził z kolei zasadę, że prawo zadawania pytań osobom przesłuchiwanym mają strony, ich przedstawiciele procesowi i biegli, a członkowie składu orzekającego również tylko „w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi okolicznościami”, przy czym w myśl art. 427 § 4 przedmiotem zarzutu odwoławczego nie może być także „naruszenie przepisów dotyczących aktywności sądu przy przeprowadzaniu dowodów” (a więc np. niezadanie przez członków składu świadkowi pytań, których strona by oczekiwała). Zmiana art. 167 znalazła konsekwentne rozwinięcie w zdjęciu z przewodniczącego składu orzekającego obowiązku baczenia, by zostały wyjaśnione wszystkie istotne okoliczności sprawy, o czym do 1 lipca 2015 r. stanowił art. 366 § 1, którego zarzut naruszenia był do tego czasu wręcz standardem w apelacjach formułowanych przez strony zachowujące się biernie bądź działające niedbale w toku rozprawy. Po Wielkiej Nowelizacji to strony obciążył m.in. obowiązek ujawnienia w odpowiednim zakresie wcześniej składanych wyjaśnień oskarżonego (art. 389 § 1) oraz zeznań świadka (art. 391 § 1 i 1a), czego zaniedbanie eliminowało możliwość skutecznego powoływania się na treść tych zeznań bądź wyjaśnień. Kolejną istotną zmianą była nowelizacja art. 393 § 3, który przed 1 lipca 2015 r. zezwalał na przeprowadzenie na rozprawie dowodu z dokumentu prywatnego, o ile powstał on „poza postępowaniem karnym” i zarazem „nie dla jego celów”, zaś po tej dacie odstępował od tego ostatniego warunku. W ocenie autorów Wielkiej Nowelizacji miało to otworzyć drogę stronom innym niż oskarżyciel publiczny do procesowego wykorzystywania takich dowodów, jak np. opinia biegłego (mowa oczywiście o biegłym wykonującym opinię na zlecenie i z reguły za pieniądze strony) czy oględziny (przeprowadzone i udokumentowane przez samą stronę, np. w formie zapisu wideo). Ograniczeniem zbyt daleko idącej inwencji stron w sięganiu po tego typu dowody miał się stać art. 168a, który zabraniał przeprowadzenia i wykorzystania dowodu uzyskanego „dla celów postępowania karnego za pomocą czynu zabronionego”, co powinno uniemożliwiać np. samodzielne dokonywanie przez stronę przeszukań bądź zakładanie podsłuchu. Zaznaczyć tu wypada, że ten ostatni przepis obowiązywał oczywiście każdą ze stron procesu, prokuratora (bądź innego oskarżyciela publicznego) nie wyłączając, także jemu zabraniając wykorzystywania w procesie karnym dowodu uzyskanego nielegalnie.
Uchwalona obecnie ustawa nowelizująca, mająca za cel odrestaurowanie dawnego porządku, kluczowych zmian odwracających niedawno dokonane reformy dokonuje właśnie w zakresie omówionych przed chwilą przepisów. Jak już na wstępie przywołano, ostatnia reforma uznana została za „faworyzującą” kontradyktoryjność ze szkodą dla prawdy materialnej. Autorzy projektu ustawy wniesionego do Sejmu 27 stycznia 2016 r. stwierdzili, że „niewątpliwie w bardzo wielu sprawach po wyczerpaniu wniosków dowodowych stron, dla zadośćuczynienia postulatowi wskazanemu w art. 2 § 2 k.p.k. sąd powinien podejmować inicjatywę dowodową w znacznie szerszym zakresie, niż to wynika z restrykcyjnie sformułowanych przesłanek w art. 167 § 1 k.p.k.”[8]. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ocena ta bazuje raczej na znajomości realiów z okresu poprzedzającego wejście w życie Wielkiej Nowelizacji, gdy to inkwizycyjny model polskiego procesu i ugruntowane złe praktyki, poparte niestety orzecznictwem sądów odwoławczych i Sądu Najwyższego, skutkowały zdjęciem ze stron ciężar sprawnego i racjonalnego prowadzenia procesu. Ciężar ten przerzucony został w istocie na sąd pierwszej instancji, który w efekcie musiał łączyć rolę bezstronnego arbitra w sporze między stronami z funkcją dociekliwego poszukiwacza prawdy (z reguły dla którejś ze stron niewygodnej), pod rygorem zetknięcia się z apelacją skutecznie zarzucającą nieprzeprowadzenie jakiegoś dowodu z urzędu i niewyjaśnienia jakiejś istotnej okoliczności sprawy, które to zarzuty podnosiła ex post niezadowolona z wyroku strona, nierzadko do tego czasu niewykazująca jakiejkolwiek aktywności i niereagująca na pojawiające się w trakcie rozprawy nowe fakty lub dowody. Zmiany dokonane 1 lipca 2015 r. miały na celu eliminację tego rodzaju bierności procesowej stron i wymuszenie na nich aktywności we własnym, dobrze pojętym interesie.
Skupiając się na normatywnej treści dokonanych obecnie zmian, wskazać należy, że w istotnej mierze polegają one na automatycznym niemal powrocie do poprzedniego brzmienia szeregu znowelizowanych 1 lipca 2015 r. przepisów. I tak w szczególności przywrócona została instytucja zwrotu sprawy do prokuratury przed rozprawą (art. 344a), jak również zobowiązania prokuratora już w trakcie rozprawy do uzupełnienia brakujących dowodów (art. 396a), co akurat jest posunięciem dość oczywistym w kontekście ogólnego kierunku zmian i przywrócenia reguły, że już na etapie postępowania przygotowawczego należy zabezpieczyć dla sądu wszystkie istotne dowody – realizacja tego zadania przez prokuratora musi podlegać efektywnej kontroli sądu. Przede wszystkim jednak do pierwotnego brzmienia powrócił art. 167 (i funkcjonalnie skorelowany z nim art. 352), w efekcie czego znów dowody na rozprawie nie będą przeprowadzone przez strony, ale przez sąd z urzędu bądź na wniosek stron. Zgodnie z odrestaurowanym art. 366 § 1 przewodniczący składu, poza funkcją kierowania rozprawą i czuwania nad jej prawidłowym przebiegiem, znów stał się też odpowiedzialny za wyjaśnienie wszystkich istotnych okoliczności sprawy. Przywrócona została uprzednia treść art. 171 § 2 i art. 370, w efekcie czego członkowie składu orzekającego nie zadają jedynie na zasadzie wyjątku pytań przesłuchiwanym osobom, lecz jest to niewątpliwie – jak przed 1 lipca 2015 r. – podstawową formułą prowadzenia przesłuchań na rozprawie. Do stanu poprzedniego wróciły art. 389 i 391 (z uzupełnieniem wszelako art. 389 § 1 o nakaz ujawnienia wyjaśnień oskarżonego, który nie stawił się na rozprawie[9], a także z pozostawieniem w art. 389 § 3 możliwości ujawnienia wyjaśnień współoskarżonego, który zmarł), w efekcie czego znów nie strona lecz sąd ocenia, czy zachodzą przesłanki do ujawnienia wcześniejszych zeznań świadka bądź wyjaśnień oskarżonego, a przewodniczący powinien stosowne protokoły odczytywać. W konsekwencji zmienione też zostały niektóre niedawno zmodyfikowane przepisy dotyczące postępowania odwoławczego. Skreślony został zwłaszcza art. 427 § 4 i 5, a więc znów bierna przed sądem pierwszej instancji strona będzie mogła w apelacji bądź zażaleniu podnosić zarzut nieprzeprowadzenia przez sąd określonego dowodu, mimo że sama nie składała w tym zakresie wniosku dowodowego. Utrzymany wprawdzie został art. 427 § 3, w myśl którego odwołujący się jest uprawniony wskazać nowe fakty i dowody, o ile nie mógł powołać ich w postępowaniu pierwszoinstancyjnym, jednak to ostatnie zastrzeżenie raczej będzie normą pustą, skoro zarzut nieprzeprowadzenia dowodu będzie kierowany wobec sądu a quo, który nie zrealizuje przywróconych wymogów z art. 366 § 1 i art. 167, nie dążąc samodzielnie do ustalenia prawdy materialnej niezależnie od postawy stron. Wedle pierwotnego projektu usta8wy uchylony miał zostać art. 168a, przy czym z uzasadnienia projektu wynikało, że zmiana ta nie była motywowana samym tylko odstąpieniem od modelu kontradyktoryjnego i związaną z tym obawą przed próbami wprowadzenia do procesu przez aktywne strony nieurzędowe i ich przedstawicieli procesowych dowodów pozyskanych na własną rękę w sposób budzący wątpliwości prawne. Autorzy projektu nie ukrywali, że chodziło głównie o bezzasadne – ich zdaniem – uniemożliwienie wykorzystania w procesie dowodów uzyskanych przez organy ścigania w sposób przestępny. W miejsce projektowanego skreślenia art. 168a komisja sejmowa zaproponowała – a Sejm propozycję tę zaakceptował – nadanie temu przepisowi nowego brzmienia: otóż sąd nie będzie mógł uznać dowodu za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie, że został on uzyskany z naruszeniem przepisów postępowania lub za pomocą czynu zabronionego, „chyba że dowód został uzyskany w związku z pełnieniem przez funkcjonariusza publicznego obowiązków służbowych, w wyniku: zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności”. Jak łatwo dostrzec, wystarczy, że przesłuchiwany, który trafi w ręce funkcjonariusza publicznego, przeżyje i nie utraci wolności, a zastosowane wobec niego oddziaływania bezpośrednie nie wywołają uszczerbku na zdrowiu, by dowód uzyskany z tego źródła nie mógł zostać uznany za niedopuszczalny, mimo że jednak zostało popełnione przez przesłuchującego przestępstwo, na przykład groźba. Oczywiste zagrożenia dla praworządności, z jakimi wiązać się będzie uchwalenie tej ostatniej zmiany, nie wymagają chyba komentarza – a przynajmniej jest to temat na odrębne opracowanie. Przywrócono art. 78 § 1 w pierwotnym brzmieniu i skreślono art. 80a oraz art. 87a, które w postępowaniu sądowym dawały każdej stronie prawo do przyznania obrońcy lub pełnomocnika z urzędu w razie zgłoszenia takiego żądania. W efekcie prawo to znów uzależniono od wykazania, że strony nie stać na profesjonalnego przedstawiciela z wyboru.
W ustawie z 11 marca 2016 r. nie wycofano wszystkich zmian, które przez autorów Wielkiej Nowelizacji motywowane były wzmocnieniem kontradyktoryjności. I tak zwłaszcza pozostał w mocy zmodyfikowany art. 393 § 3, przewidujący możliwość przedkładania dowodów w postaci dokumentów prywatnych powstałych dla celów postępowania. Udział oskarżonego w rozprawie pozostanie nadal – co do zasady – jego prawem, a nie obowiązkiem (art. 374 § 1). Dla radców prawnych niewątpliwie bardzo istotne znaczenie ma nieodstąpienie od zmiany art. 82, w efekcie której od 1 lipca 2015 r. obrońcą w procesie karnym może być nie tylko osoba uprawniona wedle przepisów o ustroju adwokatury, ale też według ustawy o radach prawnych.
Na zakończenie podkreślić należy, że artykuł niniejszy siłą rzeczy musiał mieć charakter bardzo skrótowy i ograniczony jego zasadniczym tematem. Wynikało to nie tylko z ograniczeń technicznych, ale głównie z obszerności obu omówionych tu nowelizacji kodeksowych (tej – jak się okazuje przedwcześnie – nazwanej Wielką, i tej cofającej niektóre jej efekty), które z pewnością staną się przedmiotem szeregu kompleksowych opracowań oraz komentarzy. Jak więc wynika z samego tytułu artykułu, skupiono się w nim na zmianach dotykających samego modelu postępowania karnego i proporcji między elementami kontradyktoryjnymi a inkwizycyjnymi, w efekcie czego omówiono tu głównie zmiany związane z przebiegiem postępowania przygotowawczego oraz pierwszoinstancyjnego. Oczywiście nie można nie dostrzec, że obie nowelizacje wywołały istotne przeobrażenia także innych etapów procesu (głównie odwoławczego i wykonawczego, ale nie tylko) oraz metamorfozę szeregu ważnych instytucji procesowych – m.in. przesłanek i zasad stosowania środków zapobiegawczych, rekompensaty za niesłuszne zastosowanie środków przymusu czy kompetencji referendarza sądowego. Z uwagi na istotność, obszerność i wieloaspektowość niemal każdej z tych transformacji, a zarazem wyżej wspomniany względnie wąski temat niniejszego artykułu, omówienie tych kwestii pozostawić jednak należy odrębnym opracowaniom, których zresztą niewątpliwie wiele powstanie w najbliższym okresie, tak obfitującym w rewolucyjne niekiedy zmiany normatywne. 
 
dr hab. Monika Całkiewicz,
prof. Akademii Leona Koźmińskiego, radca prawny, były prokurator

 

[1] Ustawa o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2013 r., poz. 1247).
[2] Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw (druk nr 207).
[3] Dz. U. z 1016 r., poz. 437.
[4] Wszelkie przywoływane w tym opracowaniu przepisy, o ile nie zawierają wyraźnie innego wskazania, oznaczają przepisy Kodeksu postępowania karnego z 1997 r.
[5] Uzasadnienie projektu, s. 10.
[6] Druk nr 207, s. 40.
[7] Druk nr 207, s. 40.
[8] Druk nr 207, s. 40.
[9] Co związane jest z faktem utrzymania w mocy jako generalnej zasady, że udział oskarżonego w rozprawie jest jego prawem, a nie obowiązkiem (niezmieniony art. 374 § 1).

Prawo i praktyka

Przygody Radcy Antoniego

Odwiedź także

Nasze inicjatywy