17.01.2022

Kontrowersje nad projektem ustawy o ochronie zwierząt doświadczalnych

opublikowano: 2014-10-08 przez:

Projekt ustawy o ochronie zwierząt doświadczalnych nie mówi o zasadach etycznych i konflikcie wartości, narzuca za to mnóstwo procedur administracyjnych - zarzucają obrońcy zwierząt. Wypracowaliśmy konsensus, który wyważa interesy stron - odpowiada rząd.


Projekt ustawy o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych rząd przyjął w sierpniu. Ustawa ma dostosować polskie prawo do zapisów dyrektywy unijnej, uwzględniającej odkrycia dotyczące odczuwania i wyrażania przez zwierzęta bólu, cierpienia i stresu. Obowiązująca w Polsce ustawa z 2005 r. o doświadczeniach na zwierzętach nie uwzględnia wszystkich regulacji unijnych. Według projektodawców nowa ustawa ma zmniejszyć cierpienie zwierząt i ograniczyć ryzyko prowadzenia doświadczeń zbędnych i nieuzasadnionych.

Na środowym posiedzeniu podkomisji nadzwyczajnej, poświęconej projektowi ustawy naukowcy, przedstawiciele organizacji etycznych i zaangażowanych w ochronę zwierząt ostrzegali jednak, że zapisy projektu nie zmuszają do ważenia zysków, jakie płyną z doświadczeń dla nauki - i strat związanych z cierpieniem zwierząt.

"Ta ustawa niewiele mówi o konflikcie wartości i zasadach etycznych, natomiast dużo o procedurach administracyjnych" - podkreślił Wojciech Pisula z Instytutu Psychologii PAN. Jego zdaniem oznacza to, że w działalności tych wszystkich, których ustawa dotyczy, wątek etyczny w uprawianiu nauki stanie się marginalny. Z drugiej strony "środowisko naukowców prowadzących doświadczenia dostosuje się jakoś do administracyjnej mitręgi, jaką wygeneruje ustawa; będziemy wypełniać stosy formularzy, zasilać smoka administracyjnego w postaci komisji etycznych, które będą z kolei te wnioski przerabiać, i system będzie działał" - powiedział.

Podsekretarz stanu w resorcie nauki Jacek Guliński ripostował, że "mitręga biurokratyczna i organizacyjna" nie wynika bezpośrednio z prac nad nową ustawą, gdyż pod rządami starej ustawy również trzeba było pisać sprawozdania, i również działały komisje etyczne, zbierano też i publikowano dane z badań.

Wiceminister zauważył też, że normy prawne i administracyjne są czymś innym, niż kodeks etyczny. "My dyskutujemy nad projektem pewnej regulacji" - podkreślił. Jak dodał, choć w paragrafach nie widać potrzeby spojrzenia na dany problem ze stycznego punktu widzenia, to takiej potrzeby nikt nie kwestionuje.

"Prawodawca starał się wyważyć potrzeby rozwoju cywilizacyjnego, a z drugiej strony uwzględnić dobrostan zwierząt" - dodał dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju w resorcie nauki, Dariusz Głuszkiewicz. Sugerował, że naukowcy uwzględniają w swojej pracy etykę. "Trzeba pamiętać, że jesteśmy istotami świadomymi, że współodczuwamy, posiadamy inteligencję emocjonalną oraz empatię" - podkreślił.

Projekt ustawy przewiduje powołanie komisji etycznych: 15-osobowej krajowej (KKE) i 12-osobowych lokalnych (LKE), które będą udzielały zgód na prowadzenie projektów, wymagających doświadczeń na zwierzętach. W komisjach zasiądą przedstawiciele nauk biologicznych i pokrewnych (dziewięciu w KKE i sześciu w LKE), a także humanistycznych (po sześć osób) lub przedstawicieli organizacji związanych z ochroną zwierząt (takich osób może być najwyżej trzy).

Prof. Andrzej Elżanowski z Polskiej Akademii Nauk i Polskiego Towarzystwa Etycznego ostrzegł, że taki skład komisji wyklucza ich bezstronność, gdyż dominują w nich przedstawiciele nauk biologicznych, czyli "eksperymentatorzy".

Dopuszczając przedstawicieli różnych środowisk do LKE, ministerstwo chciało wyważyć interesy różnych uczestników tego procesu, biorąc pod uwagę zarówno dobro zwierząt jak i podniesienie standardu badań, obejmujących doświadczenia na zwierzętach - tłumaczył Głuszkiewicz. "Można dyskutować, kogo powinno być więcej, kogo mniej. Zdaniem rządu wypracowaliśmy konsensus, który właściwie wyważa interesy stron i pozwala podejmować decyzje" - podkreślił.

Głuszkiewicz dodał, że tylko w Polsce i Niemczech w skład komisji etycznych wchodzą przedstawiciele "drugiej strony": organizacje zaangażowane w ochronę zwierząt.

Wiceprzewodniczący Krajowej Komisji Etycznej, prawnik Tomasz Pietrzykowski krytykował z kolei brak możliwości odwołania się od decyzji LKE. "Nie ma powodów, żeby nie można było zweryfikować pozytywnej decyzji lokalnej komisji etycznej. Tym bardziej, że w ponad 90 procentach ich decyzje są pozytywne. Jeśli tego nie zmienimy, zafundujemy sobie kosztowny system kontroli eksperymentów, który tak naprawdę niczego nie kontroluje, bo właściwie wszystkie projekty w nim przechodzą. To pozorne sito, a komisje 1. i 2. stopnia będą działać praktycznie niepotrzebnie" - mówił.

Projekt ustawy będzie jeszcze omawiany na dwóch kolejnych posiedzeniach podkomisji. (PAP)


 

Prawo i praktyka

Przygody Radcy Antoniego

Odwiedź także

Nasze inicjatywy