01.07.2022

Staniłko: ustawa o innowacyjności to krok w dobrą stronę, ale zbyt mały

opublikowano: 2015-11-03 przez:

Ustawa o innowacyjności to krok w dobrą stronę, ale o wiele za mały – mówi PAP Jan Filip Staniłko z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych. Nie daje np. wielu bodźców do zmiany obecnej sytuacji, w której polska nauka ma słabe relacje z przemysłem – dodaje.

25 września Sejm uchwalił ustawę o innowacyjności, a prezydent podpisał ją 16 października. Ustawa wprowadza możliwość zaliczania kosztów działalności B+R (badania i rozwój) do kosztów uzyskania przychodów w podatkach dochodowych, niezależnie od ich wyniku. Przedsiębiorcy mogliby jako koszt zaliczyć od 120 do 150 proc. faktycznie poniesionych kosztów. Zniesione będzie opodatkowanie aportu własności intelektualnej i przemysłowej. Wprowadzone przepisy uproszczą zasady rozporządzania majątkiem przez uczelnie, instytuty badawcze i instytuty Polskiej Akademii Nauk. Jednostki nie będą musiały każdorazowo uzyskiwać zgody Ministra Skarbu Państwa na zakup, sprzedaż lub licencjonowanie elementów majątku.
„Generalnie z innowacyjnością w Polsce jest lepiej niż wynika to z oficjalnych danych. Bardzo wiele przedsiębiorstw nie składa sprawozdań, bo im się to nie opłaca. Są duże firmy, które zatrudniają po kilkadziesiąt osób zajmujących się badaniami i rozwojem, a oficjalnie są nieinnowacyjne. Moim zdaniem poziom wydatków na badania i rozwój jest w statystykach 20–30 proc. zaniżony. Jednak ta ustawa wprowadza szereg instrumentów prawnych, które mogą skłonić przedsiębiorców do ujawnienia wydatków na badania i rozwój. Aby uzyskać ulgę, np. jakieś odliczenie od podstawy opodatkowania, przedsiębiorca będzie musiał zaraportować osobną pozycję w bilansie przedsiębiorca. To mu się opłaci. I teraz przedsiębiorcy może nawet będą trochę zawyżać wydatki na B+R, a nie zaniżać” – powiedział Jan Filip Staniłko z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.
„Ulgi będą nie na zakup technologii, ale ich wypracowanie. To jest bardzo dobry ruch, ale zasadniczo jest tak, że Polska gospodarka jest, i powinna być, także importerem nowoczesnych technologii. Aby stworzyć nowy innowacyjny produkt, czasem trzeba coś zaimportować. Dlatego uważam, że furtka dla ulgi na import technologii powinna być otwarta. Niestety, jak rozumiem, Ministerstwo Finansów jest tu nieubłagane i takie rozwiązanie nie jest przewidziane” – dodał Staniłko.
„Są w ustawie zachęty do tworzenia jednostek funkcjonalnych w przedsiębiorstwach, które będą zajmowały się rozwojem nowych produktów. Jest 30 proc. ulgi na zatrudnienie pracowników w takich działach, ale to w małych i średnich przedsiębiorstwach, dla większych ta ulga to 10 proc. Jest to więc ustawa, która bardzo silnie preferuje małe i średnie przedsiębiorstwa. Choć tak naprawdę w przemyśle polskim innowacyjni są duzi. Kogo bardziej wspierać – tych, którzy już są innowacyjni, i mają większą skalę, czy tych, którzy mają się tego uczyć? Otóż trzeba wspierać jednych i drugich” –przekonywał ekspert.
„Wysokość tych ulg jest skromna, 10 do 30 proc. w zależności od typu wydatków kwalifikowanych, czyli wydatków na badania i rozwój. W Wielkiej Brytanii, dla porównania, jest rozwiązanie pod nazwą double tax tip. Wydatki na badania i rozwój są odliczane w całości, a jeśli doprowadzą do jakiegoś sukcesu firmy, to odliczane są jeszcze raz. A potem jeszcze jest rozwiązanie pod nazwę patent box. Jeżeli coś jest opatentowane i jest częścią produktu, to podatek za ten produkt jest niższy” – tłumaczył Staniłko.
„W tej ustawie są też inne udogodnienia dla małej i średniej przedsiębiorczości. W ustawie pojawia się definicja funduszu typu venture capital, który ma ją wspierać. Jest też przewidziane zniesienie na 2 lata opodatkowania aportów w postaci własności intelektualnej wkładanych w nowo powoływane spółki, np. start-upy” – dodał.

„W statystycznych ujęciach polskie placówki naukowe wydają na innowacyjność dużo. Ale to sprawa bardziej skomplikowana. Te wydatki są duże z powodu wydatków unijnych na infrastrukturę. Zakupuje się najnowocześniejsze maszyny, ale jest potężny problem z ich użyciem i utrzymaniem. Często są strukturalne przeszkody, polegające na tym, że nie tyle jakaś jednostka naukowa jest właścicielem takiego sprzętu, ale de facto faktycznym jej kontrolerem jest jakiś pracownik naukowy. Tych problemów ta ustawa w ogóle nie dotyka” – zauważył Jan Filip Staniłko.
„Dotyka natomiast kilku problemów związanych z mobilnością międzynarodową pracowników naukowych. Będzie można na podstawie dorobku naukowo-technologicznego uzyskać habilitację decyzją kierownika jednostki naukowej. Komisja, która teraz musi to zatwierdzać, będzie miała tylko prawo sprzeciwu. To zachęta do tego, by do Polski sprowadzać ludzi z zagranicy bez habilitacji, ale z dużym dorobkiem lub po prostu praktyków” – mówił.
„I jest inne ułatwienie, finansowe - kierownicy jednostek w typie instytutu badawczego będą mogli rozporządzać wynikami badań o wartości do 1 mln złotych (250 tys. euro) bez uzyskiwania zgody jednostki nadzorującej, czyli Ministerstwa Gospodarki. Będzie większa swoboda w obrocie gospodarczym wytworzoną w instytutach badawczych własnością intelektualną. Choć kwota 1 mln zł nie jest szczególnie wysoka. Poza tym państwowe jednostki badawczo – rozwojowe skupione są głównie na swoich celach, a nie potrzebach gospodarki. Naukowcy zbierają punkty, są premiowani za publikowanie prac naukowych. I to dzieje się nawet w jednostkach, których misją jest wdrażanie. Te jednostki mają słabo rozwinięte relacje z przemysłem. Nie mają ani bodźców, ani nastawienia na rozwiązywanie aktualnych problemów przemysłu – raczej próbują przemysł przekonać, że powinien wziąć to, co one mu oferują. To są też kwestie związane z pewną kulturą zarządzania i współpracy, określenia, co buduje karierę naukową. Ta ustawa tylko lekko ich dotyka i nie stwarza wielu bodźców do zmiany tej sytuacji. Ogólnie rzecz biorąc, ta ustawa to tylko i aż krok w dobrą stronę” – podsumował Staniłko.
(PAP)

Prawo i praktyka

Przygody Radcy Antoniego

Odwiedź także

Nasze inicjatywy