20.09.2019

Sąd Najwyższy zajmie się w piątek sprawą "mylnie osądzonego zabójstwa"

opublikowano: 2014-11-20 przez: Mika Ewelina

Sąd Najwyższy w piątek zbada, czy wznowić proces w sprawie zabójstwa z 1999 r., za które na dożywocie skazano Jacka W. Nowego procesu chce obrońca W., bo do zbrodni przyznał się kto inny; znaleziono też ciało ofiary inne niż to, za które skazano W.

Mecenas Jakub Orłowski, który reprezentuje Jacka W., powiedział PAP, że skazany na dożywocie W. nie zostanie przywieziony do sądu. Na kluczową dla jego życia decyzję sędziów W. będzie czekał w więzieniu w Kamińsku, gdzie odsiaduje wyrok dożywocia za zabójstwo Tomasza S. Gdyby nie wyrok dożywocia, skazany także za kradzieże i pobicia Jacek W., mógłby już ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie z więzienia. Byłby poddany także łagodniejszemu więziennemu regulaminowi.

Wniosek o wznowienie postępowania w sprawie zabójstwa Tomasza S. i skazania za ten czyn Jacka W., złożony przez Orłowskiego, poparła Prokuratura Generalna. Zarówno adwokat, jak i prokuratura uznały, że w sprawie, za którą W. odsiaduje dożywocie, pojawiły się nowe okoliczności. Są to: przyznanie się do zabójstwa Tomasza S. przez zupełnie innego człowieka - Wiesława S. oraz odnalezienie zwłok Tomasza S. w lesie pod Olsztynem. Gdy przed 14 laty skazywano W. na dożywocie sąd był przekonany, że rozkawałkowane zwłoki Tomasza S. wyłowiono z jeziora. W związku z tym, że po latach odnaleziono właściwe zwłoki Tomasza S. (bez wątpliwości potwierdzają to dwie opinie biegłych) do dziś nie wiadomo, czyje fragmenty ciała wyłowiono z jeziora.

Sprawę "mylnie osądzonego zabójstwa" odkryli prokuratorzy z Olsztyna, którym w zupełnie innym śledztwie Wiesław W. przyznał się do zabójstwa Tomasza S. i wskazał miejsce ukrycia jego zwłok. Podobnej historii polskie sądownictwo i prokuratura dotąd nie notowały, bo występują w niej dwaj mężczyźni wskazywani jako zabójcy tego samego człowieka (skazany Jacek W. i podejrzany Wiesław S.) oraz zwłoki dwóch osób: Tomasza S. i o nieustalonej tożsamości (nazywane przez śledczych zwłokami NN).

Jacek W. nigdy się do zabójstwa Tomasza S. nie przyznał. On i jego rodzina przez lata utrzymywali, że doszło do pomyłki sądowej. Sugerowano, że prokuratura i sąd manipulowały wynikami DNA tak, by "wmanewrować Jacka W. w zabójstwo". Sam skazany kilka miesięcy temu powiedział PAP, że najbardziej zależy mu na ujawnieniu manipulacji, jakie wystąpiły w jego sprawie. Deklarował, że nie chce odszkodowania za niesłuszne skazanie, a jedynie ujawnienia, że "na każdego można znaleźć paragraf". Mówił, że żal ma do prokuratorów i do sądu, który nie był bezstronny.

Siostra Jacka W. Grażyna Romanowa powiedziała PAP, że jej rodzina otrzymała informację, że w czasie, gdy Sąd Najwyższy będzie badał sprawę jej brata przed gmachem ma się odbyć manifestacja "ludzi skrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości i prokuraturę".

"Są to ludzie, którzy tak jak my przez lata mówią o pomyłkach w ich sprawach, a których nikt nie traktuje poważnie" - powiedziała PAP Romanowa i dodała, że wedle jej wiedzy przed Sądem Najwyższym może pikietować ok. 200 osób.

Romanowa, która zamierza uczestniczyć w posiedzeniu sądu powiedziała PAP, że cieszy się z pikiety ponieważ "może wreszcie pokaże ona, jak wielkie skutki społeczne niosą ze sobą niesprawiedliwe decyzje prokuratur i sądów".

"Rodziny i znajomi osób mylnie skazanych nie zawsze wytrzymują presję. Ci ludzie tracą prace, domy, mieszkania, rozpadają się rodziny. To też ogromny ciężar psychiczny ponieważ z jednej strony człowiek jest przekonany do swoich racji ale gdy wszyscy mu mówią +jest inaczej+ zaczynają się pojawiać wątpliwości. Czy ja jestem normalna? Czy ja zwariowałam?" - powiedziała PAP Romanowa, która o zbadanie sprawy brata wraz z siostrą walczyła ponad 10 lat. Obie siostry W. mieszkają na stałe w Kanadzie, co wiązało się też z wydatkami finansowymi.

"Nasi mężowie często mieli naszych działań dość. Tym bardziej, że nikt na nasze pisma i wnioski nie odpowiadał. Nikt, kompletnie nikt" - powiedziała Romanowa.

Z danych przekazanych PAP przez biuro prasowe Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że co roku jest notowanych kilkanaście lub kilkadziesiąt przypadków mylnych aresztowań oraz skazań. Za niesłuszne areszty i skazania osoby tym dotknięte wnioskują zarówno o odszkodowania, jak i zadośćuczynienia.

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w latach 1999-2004 liczba osób, którym wypłacono odszkodowania za niesłuszne skazanie przekraczała 60 osób rocznie, od 2004 roku statystyki te spadły mniej więcej o połowę (w 2010 roku były to 33 osoby, w 2012 - 15 osób, w 2013 - 8 osób).

W 2013 roku osoby niesłusznie skazane wystąpiły o 32 zadośćuczynienia, których wysokość opiewała w sumie na 714 tys. zł. Rok wcześniej tj. w 2012, Skarb Państwa wypłacił 23 osobom niesłusznie skazanym w sumie 638 tys. zł zadośćuczynień. (PAP)

Prawo i praktyka

Przygody Radcy Antoniego

Odwiedź także

Nasze inicjatywy