25.04.2024

Prawnik na wakacjach – rozmowa z radcą prawnym Elżbietą Kajdy

opublikowano: 2014-12-18 przez: Mika Ewelina

Renata Piątkowska: Przy okazji ostatniego spotkania w 2006 roku rozmawiałyśmy na łamach „Temidium” [nr 4(43)] o Pani jordańskiej przygodzie – ponad czteroletnim pobycie i pracy w Ammanie. Czy po tak długim pobycie w egzotycznym miejscu tęsknota za krajem ojczystym osłabiła Pani zapał podróżowania?
Elżbieta Kajdy: Ależ nie! Odwiedzaliśmy z mężem przyjaciół za granicą. Podróżowanie mamy we krwi.

RP: Jaki był ostatni cel podróży?
EK: Australia. Lecieliśmy do Australii Emirates Airlines, jedną z najbogatszych linii lotniczych na świecie. To obecnie najłatwiejsze i najbardziej wygodne połączenie. Do Melbourne leci się przez Dubaj. Najpierw cztery i pół godziny lotu, a po noclegu w Dubaju jeszcze piętnaście, z dwugodzinną przerwą techniczną na lotnisku w Kuala Lumpur. To ważne, bo bezpośredni tak długi lot jest bardzo
uciążliwy. W Dubaju zatrzymaliśmy się na jedną dobę, z czego połowę spędziliśmy na zwiedzaniu zorganizowanym przez linie Emirates.

RP: Mówi się, że Dubaj to wyjątkowe miejsce.
EK: To prawda, i to w każdym calu. Mieszczą się tam przedstawicielstwa wszystkich największych światowych banków, koncernów i firm. Bardzo dobrym sposobem zwiedzania Dubaju jest podróżowanie metrem, które częściowo porusza się na powierzchni, na wysokości drugiego piętra, więc jedzie się przez centrum, między tymi wszystkimi wieżowcami i można najlepiej obejrzeć miasto. Po Dubaju oprowadzała nas przewodniczka – mieszkająca tam od wielu lat Czeszka. W Dubaju nie można otrzymać obywatelstwa. Nawet gdyby przepracowało się tu całe życie, jest to absolutnie niemożliwe, wszystko jest przeznaczone wyłącznie dla tubylców. I na przykład, jeżeli ktoś przyjeżdża z pieniędzmi i chce otworzyć tu biznes, to jest oczywiście bardzo mile widziany, ale dostaje od razu miejscowego partnera, z którym musi wejść w spółkę i odstąpić mu 51% udziałów całego przedsięwzięcia. Przy czym partner nie musi nawet pracować, jest jedynie zobligowany do podpisywania wszystkich faktur, a cała odpowiedzialność spoczywa na właścicielu przedsiębiorstwa. Gdy młodzi ludzie – obywatele Dubaju pobierają się, dostają w prezencie albo dom albo mieszkanie, mają zapewnione nieodpłatnie wszystkie świadczenia zdrowotne. Nauka i studia są także za darmo. Te wszystkie świadczenia są zarezerwowane wyłącznie dla rdzennych mieszkańców Dubaju. Jeśli ktoś niebędący obywatelem popełni jakiekolwiek przestępstwo, jest od razu deportowany. Nie ma prawa nawet zlikwidować swojego mieszkania ani konta.

RP: Dubaj jest podobno bardzo drogi.
EK: To prawda. Zarobki są wysokie, ale równie wysokie są koszty utrzymania, więc oszczędzanie jest bardzo trudne. Słynny hotel żaglowiec – Burdż al-Arab[1] – jest wynajmowany głównie przez szejków, którzy przyjeżdżają tu z rodzinami. Doba w hotelu kosztuje 17 tys. dolarów USA. W dalszym ciągu rozwija się supernowoczesne budownictwo. Port lotniczy jest imponujący zarówno pod względem architektonicznym, jak i użytkowym. Jest liderem wśród wszystkich światowych lotnisk.

RP: Ile czasu spędziła Pani w Australii?
EK: W Australii spędziłam prawie półtora miesiąca. Podróż zaczęła się od wyprawy rzeką Murray. Jest to najdłuższa rzeka Australii, o długości 2575 km. Wypływa z zachodnich Alp Australijskich i płynie na zachód, tworząc naturalną granicę między stanami Nowa Południowa Walia i Wiktoria. Brzegi rzeki porośnięte są buszem. Podróżowaliśmy tzw. Hause boat, czyli łodzią czy barką, na której wybudowany jest ekskluzywny dom. Spędzanie wolnego czasu na barce jest popularne w Australii – można ją wynająć; przechodzi się krótki, 15-minutowy kurs obsługi i samodzielnie pływa po rzece. Trzeba jednak zachować ostrożność, bo ruch na rzece jest duży. Na noc należy zacumować barkę. Hause boats są luksusowe. Mają klimatyzacje, kilka apartamentów, salon, dużą część kuchenną i jadalną, co czyni podróżowanie wygodnym i przyjemnym.  

RP: Co zwróciło Pani szczególną uwagę czy zaskoczyło podczas pobytu w tak odległym zakątku?
EK: Ciekawie wygląda przemieszczanie się po Australii. Przekraczając granicę stanów, przejeżdża się przez punkty sanitarne. Ponieważ nie wolno z jednego stanu do drugiego przewozić żadnych owoców, roślin, nasion, w tych punktach stoją zbiorniki, do których należy je wyrzucić. Ten zakaz jest restrykcyjnie przestrzegany, strażnicy proszą o otwarcie bagażnika czy skrytek w samochodzie. Australijczycy obawiają się przeniesienia czegokolwiek, co mogłoby zniszczyć uprawy czy zaburzyć ekosystem. Wracając z rejsu rzeką Murray, odwiedziliśmy Adelajdę, pięknie położone miasto uniwersyteckie z liczną Polonią. Do Melbourne wracaliśmy Grand Ocean Road.

RP: To bardzo popularna wśród turystów i malownicza droga.
EK: Tak. Ciągnie się wzdłuż oceanu w stanie Wiktoria. Droga, wraz z położonymi przy niej parkami narodowymi (m.in. Dwunastu Apostołów), jest ogromną atrakcją turystyczną. Warto dodać, że Great Ocean Road jest największym na świecie pomnikiem ofiar wojny. Została zbudowana po I wojnie światowej przez żołnierzy, którzy wrócili z frontu w hołdzie ich poległym kolegom. Budowa drogi trwała 16 lat.
Dwunastu Apostołów[2], których można podziwiać z Great Ocean Road, to grupa naturalnie powstałych kolumn z wapienia stojących w morzu, tuż przy brzegu w parku narodowym Port Campbell. Kolumny powstały w wyniku erozji i mają różną grubość i wysokość. Aktualnie jest ich siedem, pozostałe uległy zniszczeniu. Jest to jedna z najczęściej odwiedzanych i fotografowanych atrakcji turystycznych w Australii. Kolumny skalne są cały czas podmywane przez wodę.
Jest tutaj też skała częściowo zniszczona zwana Mostem Londyńskim.
Powstało również zejście nad ocean z wysokiego klifu. Jest bardzo strome, prawie pionowe. Nie każdy turysta decyduje się je pokonać.
Po zjechaniu z Grand Ocean Road trafiliśmy na pole golfowe zdominowane przez kangury, które żyją w pełnej symbiozie z golfistami.

RP: Czyli ani kangury, ani golfiści nie stanowią wzajemnie dla siebie zagrożenia?
EK: Nie, kangury i golfiści respektują się nawzajem. Oczywiście Australia słynie z kangurów, które jednak mogą stanowić zagrożenie dla przejeżdżających samochodów Z uwagi na niebezpieczeństwo kolizji samochody wyposażone są w specjalne zderzaki.

RP: Byliście Państwo w Sydney, największym mieście Australii?
EK: Tak. Sydney jest obok Uluru – świętej skały Aborygenów, najbardziej rozpoznawalnym miejscem w Australii. Bardzo często zamiast Canberry uznawane jest za stolicę kraju. Do dzisiaj pozostaje centrum życia kontynentu. To Sydney bowiem, bardziej niż europejskie i artystyczne Melbourne, tworzy wizerunek współczesnej Australii – kraju słońca, surfingu, złotych piaszczystych plaż, zrelaksowanych ludzi i biznesu. Australia to najbardziej zurbanizowany kraj świata. I nie jest to kwestia liczby miast lecz ilości mieszkańców, którzy w nich żyją. Na tym najmniejszym kontynencie żyje 22 mln ludzi, z czego 90% w sześciu najważniejszych miastach: Sydney, Melbourne, Adelajdzie, Brisbane, Perth i Canberze. Sydney liczy 4,5 mln mieszkańców i niezliczone rzesze odwiedzających tę metropolię turystów z całego świata. Widok centrum z charakterystycznym Centre point Watson Bay lub Sydney Tower (309 m), zatoka Port Jackson potocznie nazywana Sydney Harbour z Opera o niespotykanym, unikalnym i nowoczesnym kształcie i mostem (Sydney Harbour Bridge) oraz sklepikami w dzielnicy handlowej The Rocks wraz z nowoczesnym centrum handlowo-biznesowym Australii to najbardziej charakterystyczne i najczęściej odwiedzane miejsca w mieście. Sydney położone jest na kilkunastu wyspach nad piękną malowniczą zatoką, połączone licznymi mostami i promami zapewniającymi komunikację pomiędzy poszczególnymi wyspami i dzielnicami miasta.  

RP: A wrażenia z Melbourne?
EK: W czasie pobytu w Australii naszą siedzibą było Melbourne, drugie co do wielkości miasto Australii (2,5 mln mieszkańców). Poza nowoczesnym centrum Melbourne jest miastem parterowym, zabudowanym willami i małymi domami wśród zieleni. Infrastruktura sportowa jest wszechobecna we wszystkich dzielnicach. Pola golfowe, korty tenisowe, baseny, trasy rowerowe i biegowe, piaszczyste, ciągnące się kilometrami, plaże nad zatoką. Jest to miasto zasobne, spokojne, ze zrelaksowanymi mieszkańcami, którym nigdzie się nie spieszy.
Korzystając z okazji, że nasz australijski przyjaciel jest biegłym sądowym i w tym charakterze uczestniczył w ciekawej rozprawie, poprosiliśmy o umożliwienie nam wstępu na salę sądową. Sprawa dotyczyła kolizji samochodowej spowodowanej przez policjanta, który ścigał przestępcę uciekającego samochodem. Rozprawa trwała trzy dni, dzień po dniu. Rozpoczynała się punktualnie o godz. 9.00 i kończyła o 16. z godzinną przerwą na lunch o godz. 13:00. Dostrzegłam wiele różnic w procedurach sądowych obu krajów, np. w całej rozprawie uczestniczył biegły.
W rozprawie bierze udział „Szef Protokołu”, którego zadaniem jest pomoc sędziemu w prowadzeniu rozprawy. Zaprasza na salę sądową prokuratora, obrońców i inne osoby uczestniczące w procesie, 12 sędziów przysięgłych i anonsuje wejście sędziego. Jego zadaniem ponadto jest przekazywanie wszelkich dokumentów dla sędziego i obsługa sprzętu audiowizualnego.

RP: Jak przebiegała rozprawa?
EK: Pulpit sędziowski jest na podwyższeniu, poniżej umiejscowione są dwa rzędy stołów dla protokolanta, a jeszcze niżej dla prokuratora i obrońców przedzielonych pulpitem dla osób składających zeznania. Przy stolach prokuratora i obrońcy, tyłem do sędziego, siedzą ich pomocnicy, co według naszej procedury nie byłoby możliwe.
Moją uwagę zwróciły stroje urzędowe. Toga sędziowska jest podobna do naszej, a poły togi od wewnętrznej strony są w kolorze lila. Adwokaci noszą białe żaboty, peleryny, niekiedy z kunsztownie zdobionym karczkiem, zakładane na kamizele. Niektórzy noszą peruki. Wychodzą w strojach urzędowych poza sąd, np. do baru na lunch.

RP: A czego dotyczyła sprawa?
EK: Policyjny samochód patrolowy został wezwany do pościgu za samochodem, który przekroczył prędkość i nie zatrzymał się na wezwanie. Policjant rozpoczął pościg. Uciekający samochód nagle się zatrzymał, a jadący za nim radiowóz uderzył go z tyłu. Okazało się, że uciekający nie tylko przekroczył prędkość, ale również był pod wpływem narkotyków. Nikt nie został ranny ani poszkodowany w jakikolwiek sposób. W mojej ocenie w ogóle nie powinno dojść do postępowania sądowego, gdyż samochód policyjny był w akcji, a kolizja była spowodowana przez trudne do przewidzenia zachowanie kierowcy uciekającego samochodu. Sąd jednak badał, czy można było uniknąć tego wypadku i czy policjant zareagował prawidłowo. Ostatecznie policjant został uniewinniony, a proces sądowy wykazał, że nikt, także policjant, nie stoi ponad prawem

RP: A jakie jeszcze inne ciekawe zdarzenia miała Pani okazję zaobserwować?
EK: Już w drodze z lotniska o 3. nad ranem kierowca został sprawdzony alkomatem. Innym razem byliśmy świadkami akcji policyjnej, kiedy wyłączono jeden pas ruchu i wszyscy kierowcy byli poddawani kontroli na obecność alkoholu i narkotyków. Obok policyjnych radiowozów stało mobilne laboratorium gotowe do przeprowadzenia stosownych badań. Kary za naruszenie przepisów są bardzo dotkliwe, poczynając od odebrania prawa jazdy do kilkuset dolarowego mandatu. System jest dosyć skuteczny i godny naśladowania.

RP: Z ogromną pasją opowiada Pani o, nazwijmy to, aspekcie prawnym Państwa wyprawy do Australii. Będąc na wakacjach, trzy dni spędziła Pani w sądzie.
EK: Nie mogłam nie skorzystać z nadarzającej się okazji i nie zobaczyć, jak działają australijskie sądy.

RP: Dziękuję za rozmowę.
 

[1] Burdż al-Arab (Wieża Arabów) – wieżowiec, jeden z najwyższych i najbardziej luksusowych hoteli na świecie.
Budynek hotelu stoi na sztucznej wyspie położonej 280 m od plaży w Zatoce Perskiej. Kształtem przypomina żagiel, ma 321 m wysokości, co czyni go najwyższym budynkiem świata niezawierającym pomieszczeń biurowych oraz najwyższym budynkiem hotelowym świata. Nie jest to jednak najwyżej umieszczony hotel – tytuł ten należy do Grand Hyatt w Szanghaju, zajmującego piętra 53–87 wieżowca Jin Mao Tower. Budowa Burdż al-Arab rozpoczęła się w roku 1994 i została ukończona w roku 1999. Przy jego budowie pracowało ok. 3500 osób. Hotel posiada wyłącznie apartamenty, których w sumie jest 202. Najmniejszy zajmuje 169 m², a największy 780 m². W budynku znajduje się kilka restauracji – w tym Al Muntaha („najwyższa” lub „ekstremalna”), umiejscowiona w dobudówce zawieszonej 200 m nad poziomem morza, i Al Mahara („ostryga”), położona pod wodą – dwa baseny, 18 pomieszczeń leczniczych, pokoje z hydroterapią i masażami, solarium, sauna i jacuzzi, studio fitness, muzeum, biblioteka, lądowisko dla śmigłowców oraz kilkupiętrowe akwarium z prawdziwą, żywą rafą koralową. Całość, wewnątrz i na zewnątrz, ozdobiona jest niezwykle złożonymi fontannami i kaskadami wodnymi. Nocą obiekt oświetlany jest światłem o stale zmieniających się kolorach.
Wszystkie przedmioty wyposażenia wnętrz zostały specjalnie zaprojektowane lub wybrane dla tego hotelu. Najbardziej luksusowe apartamenty posiadają złote i złocone elementy wyposażenia. Każdy z gości ma osobistego lokaja do dyspozycji przez 24 godziny na dobę. Na żądanie goście otrzymują własnego kucharza, dodatkową ochronę, samochód i kierowcę. W przypadku rezygnacji z własnego kucharza posiłki przygotowywane są według indywidualnych zamówień i w porach dogodnych dla gościa. Do restauracji Al Mahara goście dowożeni są pojazdem symulującym łódź podwodną. W wyposażeniu apartamentów znajduje się każdy wyobrażalny sprzęt, poczynając od stołów bilardowych, saun i kilku wielkoformatowych ekranów telewizyjnych, a na komputerach z dostępem do niecenzurowanego internetu kończąc.
Proporcja liczby pracowników do liczby gości wynosi 6:1. Hotel oferuje obsługę w kilkunastu językach świata, w tym w japońskim, niemieckim i rosyjskim. Ceny za jedno miejsce do spania na dobę rozpoczynają się od 1300 dolarów. Ceny apartamentów dwupiętrowych dochodzą do 24 tys. dolarów za dzień pobytu.
Specjaliści z branży hotelowej po zapoznaniu się ze standardem hotelu rozważali stworzenie kolejnej, szóstej, kategorii hotelowej. Uznano, że dotychczasowa (pięciogwiazdkowa) klasyfikacja standardów hoteli nie obejmowała oferty, jaką reprezentuje sobą Burdż al-Arab. Właściciele hotelu zaakceptowali jednak pięć gwiazdek dla określenia standardu ich obiektu, dodając tylko do nich słowo „deluxe” (absolutny luksus).
Hotel stawia swoim gościom szereg wymogów dotyczących m.in. ubioru i sposobu zachowania się (informuje o tym przed zatwierdzeniem rezerwacji).
Konstrukcja hotelu chroni go na wypadek trzęsienia ziemi, huraganu i innych zjawisk, które mogą być niebezpieczne dla budynku.
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Burd%C5%BC_al-Arab
[2] Pierwsza nazwa Dwunastu Apostołów brzmiała Maciora i świnki (ang. The sow and piglets), ale uznano, że nie jest ona wystarczająco majestatyczna.
Podobną nazwę noszą analogiczne formacje skalne na całym świecie, na przykład układ skał na szczytach masywu górskiego na południe od Vatra Dornei, na rumuńskiej Bukowinie (okręg Suczawa), a także Grań Apostołów w Tatrach. http://pl.wikipedia.org/wiki/Dwunastu_Aposto%C5%82%C3%B3w_%28Australia%29

Prawo i praktyka

Przygody Radcy Antoniego

Odwiedź także

Nasze inicjatywy