17.01.2022

Opole/ Oskarżona lekarka: kontrola była jak sąd kapturowy

opublikowano: 2014-11-25 przez: Mika Ewelina

Lekarka przyjmująca poród bliźniaczek sztangisty Bartłomieja Bonka zarzuciła szpitalowi, w którym odbył się poród, że urządzono nad nią „sąd kapturowy”. Mówiła np., że podczas kontroli po porodzie, po której m.in. przypisano jej winę, nikt z nią nie rozmawiał.

Lekarka – Hanna Żwirska-Lembrych - zorganizowała we wtorek konferencję prasową. Odbyła się ona tuż po kolejnej rozprawie w procesie, w którym oskarżono ją o nieumyślne spowodowanie śmierci jednej z córek bliźniaczek sztangisty Bartłomieja Bonka. Kobieta złożyła w sądzie oświadczenie, w którym wyraziła zgodę na publikację swoich danych oraz wizerunku.

Córki Barbary i Bartłomieja Bonków urodziły się 20 listopada 2012 r. w Samodzielnym Specjalistycznym Zespole Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Opolu. Pierwsza przyszła na świat w dobrym stanie zdrowia, druga - po 45 minutach - w złym, z ostrym niedotlenieniem mózgu. Dziewczynka zmarła 13 lutego br. Akt oskarżenia dotyczący tego porodu w lipcu do opolskiego sądu skierowała prokuratura okręgowa. W śledztwie nie znaleziono podstaw do przedstawienia zarzutów żadnej innej osobie z personelu szpitala.

Powołana tuż po porodzie córek-bliźniaczek Bartłomieja Bonka przez opolski szpital wewnętrzna komisja uznała, że prowadzący poród lekarze popełnili błędy, m.in. nie podjęli decyzji o cesarskim cięciu. Po tym dyrekcja szpitala złożyła w tej sprawie doniesienie do prokuratury.

Na wtorkowej konferencji Żwirska-Lembrych odniosła się do prac tej komisji. Mówiła, że był w niej tylko jeden ginekolog, a przed wydaniem swojego osądu komisja „nie rozmawiała z nią, ani z żadną osobą uczestniczącą przy porodzie”. Obrońca oskarżonej lekarki mec. Andrzej Kurkiewicz dodał, że gdy Żwirska-Lembrych dostała protokół pokontrolny, przesłała placówce w tej sprawie swoje stanowisko. „Do dziś nie dostała na nie żadnej odpowiedzi” – dodał prawnik. Mec. Kurkiewicz poinformował też, że lekarka złożyła skargę na sposób przeprowadzenia kontroli do marszałka woj. opolskiego.

Rzecznik marszałka woj. opolskiego Arkadiusz Kuglarz przesłał PAP informację, z której wynika, że kontrola marszałka, dotycząca działań komisji w szpitalu, odbyła się. We wnioskach pokontrolnych można przeczytać m.in.: „W odniesieniu do działalności komisji (…) zwrócono uwagę na wyznaczenie bardzo krótkiego okresu pracy komisji biorąc pod uwagę złożoność zagadnienia (…) należy zaznaczyć, iż nie przewidziano żadnej procedury odwoławczej od ustaleń komisji (…)”.

Kurkiewicz uznał we wtorek, że skoro komisja potrzebowała tylko trzech dni na wydanie opinii, a biegli powołani w sprawie porodu córek państwa Bonk – kilku miesięcy – to świadczy to o tym, że "komisja została powołana tylko po to, żeby przypisać komuś winę”. Żwirska-Lembrych dodała z kolei, że „nie rozumie, jak można osobę, którą się wreszcie oskarża, nie zapytać, jakie są jej odczucia”. Podkreślała, że każdy oskarżony ma prawo do obrony, a komisja i szpital, w którym już nie pracuje, wykonały na niej „sąd kapturowy”.

Z przewodniczącym 6-osobowej komisji badającej sprawę porodu Bonków w szpitalu nie udało się PAP we wtorek skontaktować. W sekretariacie szpitala ginekologicznego przekierowano PAP do b. już zastępcy dyrektora ds. lecznictwa opolskiego szpitala ginekologiczno-położniczego, dr Marka Chowańca, który pełnił stanowisko zastępcy w czasie porodu córek Bonków. Ten zaznaczył, że nie brał udziału w pracach komisji. „Nie mogę więc bezpośrednio ustosunkować się do tego, co pani doktor powiedziała” – wyjaśnił. Powiedział też, że nie wie, czy do szpitala wpłynęła odpowiedź Żwirskiej-Lembrych na wnioski komisji.

Żwirska-Lembrych raz jeszcze na wtorkowej konferencji zrelacjonowała, jak przebiegał jej kontakt z matką bliźniąt rano 20 listopada 2012 r. Mówiła, że w jej opinii wtedy pacjentka kwalifikowała się do cesarskiego cięcia ze względu na nieprawidłowe położenie jednego z płodów. Jak mówiła - kilka godzin później, ok. południa, została poproszona, by asystować przy porodzie bliźniąt. Prowadzącym w nim był inny lekarz - rezydent szpitala. Gdy przyszła na salę decyzja o porodzie naturalnych została podjęta przez b. już ordynatora oddziału. Dopytywana przez PAP zaznaczyła, że decyzji podjętych wtedy na sali porodowej by nie zmieniła. Zapewniała, że według jej wiedzy poród przebiegał prawidłowo. Podkreślała, że w jej odczuciu nie było żadnych przesłanek, by przypuszczać, iż dziecko urodzi się w tak ciężkim stanie. „Byłam tym ogromnie zaskoczona” – mówiła we wtorek.

Proces karny ws. porodu i śmierci córki państwa Bonk rozpoczął się we wrześniu w Sądzie Rejonowym w Opolu. Oskarżona lekarka nie przyznała się do winy. Składała już w tej sprawie wyjaśnienia. Podczas wtorkowego procesu zeznawali natomiast rodzice zmarłej dziewczynki. Barbara Bonk mówiła m.in., że przez cały okres ciąży nastawiona była na poród przez cesarskie cięcie – również dlatego, że poród pierwszego dziecka był dla niej ciężki. Opowiadała, że „prosiła i błagała” lekarzy przyjmujących poród bliźniaczek o cesarskie cięcie, a po urodzeniu pierwszej z dziewczynek była „wycieńczona”. „Mam żal do oskarżonej, że nie zawalczyła o moje dzieci” – podsumowała.

Bartłomiej Bonk wspominał z kolei, że ordynator który podjął decyzję o porodzie naturalnym (nie jest oskarżony w sprawie) kategorycznie odmawiał przeprowadzenia cesarskiego cięcia. „Mówił, że to jego zdanie jest najważniejsze” – relacjonował sztangista. Dodał też, że ordynator pojawił się też na chwilę po porodzie pierwszej z bliźniaczek, ale bardziej zainteresowany był rozmową o sporcie, niż pacjentką.

Równolegle do rozpoczętej we wtorek sprawy karnej toczy się nadal - od ub.r. - sprawa cywilna. Na początku 2013 r. rodzina Bonków złożyła pozew o odszkodowanie przeciw opolskiemu szpitalowi, domagając się 2 mln zł zadośćuczynienia i 200 tys. zł odszkodowania, 10 tys. zł miesięcznie w formie renty dla córki i ustalenia odpowiedzialności za skutki błędu lekarskiego. Proces w tej sprawie rozpoczął się pod koniec lipca 2013 r. W lutym tego roku dziewczynka zmarła, a w kwietniu Sąd Rejonowy w Opolu uznał państwa Bonków za spadkobierców zmarłej córki, dzięki czemu sprawa cywilna może być kontynuowana. Obecnie proces cywilny - w związku ze śmiercią dziewczynki - dotyczyć będzie już tylko kwestii zadośćuczynienia i prawdopodobnie części odszkodowania, a nie renty.(PAP)

Prawo i praktyka

Przygody Radcy Antoniego

Odwiedź także

Nasze inicjatywy