17.08.2022

Konfrontacja Nowaka i redaktora "SE" ws. zegarka: zostali przy swoim

opublikowano: 2014-11-18 przez: Mika Ewelina

Dziennikarz i redaktor naczelny tabloidu zeznali we wtorek w sądzie, że minister Sławomir Nowak dzwonił do gazety prosząc, by nie publikować informacji o niewpisaniu drogiego zegarka do oświadczenia majątkowego. W konfrontacji Nowak zaprzeczył, by o to prosił.

Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście kontynuował zmierzający do końca proces posła Nowaka, b. ministra transportu i b. członka PO, oskarżonego o złożenie w latach 2011-13 pięciu fałszywych oświadczeń majątkowych (poselskich i ministerialnych), w których nie ujawnił, że ma zegarek wart więcej niż 10 tys. zł. Za tak opisane przestępstwo grozi do 5 lat więzienia.

Nowak nie przyznaje się do zarzutu twierdząc, że pokazywał się z tym zegarkiem publicznie, więc nigdy nie chciał go ukrywać. Mówił przed sądem, że nie wiedział, iż musi wpisywać do oświadczenia przedmioty osobiste takie jak zegarek, zaś ten był zaległym prezentem od rodziców i żony na 35. urodziny. Według paragonu ze sklepu, kosztował 20,5 tys. zł, a cena katalogowa to 28 tys. zł. O zniżkę miał się wystarać przyjaciel Nowaka, stały klient sklepu.

We wtorek sąd wezwał na świadków dziennikarza i naczelnego "Super Expressu", bo w połowie 2012 r. redakcja tego tabloidu interesowała się sprawą zegarka ministra. Sąd bada, czy Nowak wiedział, że musi ujawnić zegarek w oświadczeniu - ma to znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie jego odpowiedzialności karnej.

Dziennikarz Sylwester Ruszkiewicz zeznał, że sprawą zegarka zainteresował się analizując zdjęcia ministra, a ponadto z racji swych obowiązków przegląda oświadczenia majątkowe polityków. "Przeglądałem m.in. oświadczenie majątkowe szefa Agencji Wywiadu gen. Macieja Huni, który zegarek tej samej marki co ministra Nowaka wpisał. Zastanowiło mnie, czemu nie może tego zrobić minister rządu" - powiedział, tłumacząc czemu wysłał dwa maile z tym pytaniem do rzecznika resortu transportu - 30 maja i 5 czerwca 2012 r. "Na żaden nie otrzymałem odpowiedzi".

Ruszkiewicz dodał, że po pierwszym mailu rozmawiał z nim naczelny gazety Sławomir Jastrzębowski, który powiedział, że kontaktował się z nim minister Nowak i zapewnił go, że wpisze zegarek do oświadczenia, dlatego Jastrzębowski poinformował go, że redakcja wstrzymuje się z publikacją, bo może będzie mieć wywiad z ministrem w zamian za nieopublikowanie tej informacji. "I rzeczywiście w czerwcu ukazał się u nas wywiad z ministrem o przygotowaniach do Euro 2012" - dodał świadek.

Pytany czy w przeszłości były sytuacje, że redakcja "odpuszczała" jakiś temat, Ruszkiewicz zeznał: "było czasem tak, że jako dziennikarz wysyłałem gdzieś niewygodne pytania, a potem temat był odpuszczany. Np. gdy chodziło o spółki skarbu państwa, które reklamowały się w naszej gazecie".

Większość zeznań dziennikarza potwierdził Jastrzębowski. Jak powiedział, Nowak zatelefonował do niego informując, że zapomniał wpisać zegarka do oświadczenia majątkowego i że zależy mu na tym, aby ta sprawa "na razie nie znalazła odzwierciedlenia" w publikacji. "Zapewniał, że złoży korektę, a my będziemy mogli o tym napisać. Pamiętałem wtedy świeżą sprawę Janusza Palikota, który nie umieścił w swym oświadczeniu majątkowym samolotu, a prokuratura umorzyła postępowanie" - dodał Jastrzębowski.

Jak mówił, po rozmowie z Nowakiem uznał, że artykuł, który mógłby powstać w gazecie, nie miałby wielkiego kalibru, więc zgodził się na prośbę ministra i powiedział mu, że materiał nie zostanie opublikowany - to też przekazał Ruszkiewiczowi.

Wtedy sąd zarządził konfrontację Nowaka z Jastrzębowskim - oskarżony stanął naprzeciw świadka i - jak przewiduje prawo - obaj patrzyli sobie w oczy.

"Nie było między nami takiej rozmowy. Świadek mówi nieprawdę. Nie mogły takie słowa paść" - oświadczył Nowak. "Podtrzymuję swoje zeznania. Wydaje mi się, że jedynym sensownym powodem, dla którego minister mógł do mnie zadzwonić, było właśnie złożenie takiej propozycji, w której z twarzą mógłby wycofać się z tego problemu" - odpowiadał Jastrzębowski.

"Dzwoniłem, bo chciałem się dowiedzieć o co chodzi. Byłem poirytowany, dzieje się tyle ważnych rzeczy, a gazeta czepia się mojego wizerunku. Dlatego rozmawiałem z Jastrzębowskim" - mówił oskarżony, na co zareagował świadek: "było tak jak ja powiedziałem, a nie tak jak mówi oskarżony. Minister nie był poirytowany, tylko konkretny i rzeczowy. Chciał załatwić sprawę. Jego ton głosu był, proszę wybaczyć, proszący" - zeznał.

"Świadek mówi nieprawdę. Trudno sądzić, żeby po tak długim czasie pamiętał jaki miałem tembr głosu i intencję. Zadzwoniłem, żeby dopytać, dlaczego ponownie Super Express czepia się mojego wizerunku, bo nikt chyba nie może mieć wątpliwości, że tabloid, którym kieruje pan redaktor, ma negatywny stosunek do mojej osoby i mojego wizerunku. Miałem świadomość, że rozmawiam z redaktorem naczelnym tabloidu, który w sposób nieprawdziwy opisywał koszt mojej garderoby i budowę mojego ciała. Nie dzwoniłem z żadną propozycją, bo gdybym z nią dzwonił, to bym się z niej wywiązał. Bo gdybym się nie wywiązał, to tabloid mający ministra na widelcu ws. oświadczenia majątkowego, nie czekałby prawie rok z dopadnięciem nielubianego ministra. Pamiętam tamtą rozmowę jako dwustronne zgodzenie się, że w obliczu poważnych rzeczy - jak turniej euro - wizerunek i zegarek jest nieistotny" - powiedział Nowak.

Jastrzębowski, podtrzymując, że Nowak prosił go o niepublikowanie tego materiału, zeznał, że z rozmowy wynikało, iż Nowak doskonale wiedział o co chodzi i chciał załatwić sprawę. "Wiedziałem o co chodzi, o kolejną insynuację tabloidu wobec mnie. Chciałem poznać prawdziwą intencję. Byłem przekonany, że czegoś takiego jak zegarek nie wpisuje się do oświadczenia majątkowego, a pytanie o to traktuję jako kolejną złośliwość tabloidu. Nie było moją intencją wyznaczać tabloidowi, co ma pisać, a czego nie pisać" - powiedział Nowak.

"Pan minister nie mówił, że ten zegarek nie podlega wpisaniu do oświadczenia majątkowego, a gdyby tak powiedział, to oczywiście publikowalibyśmy taką wiadomość, z wyjaśnieniem ministra. Gdyby to miała być kolejna złośliwość ze strony tabloidu, minister nie dzwoniłby do mnie. Zadzwonił, bo zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji" - zapewnił Jastrzębowski.

Następna rozprawa w procesie - w poniedziałek. Możliwe, że wtedy sąd wysłucha końcowych przemówień prokuratora i obrony oraz ostatniego słowa oskarżonego Nowaka. (PAP)

Prawo i praktyka

Przygody Radcy Antoniego

Odwiedź także

Nasze inicjatywy