24.08.2019

Wykruszenie betonu z miast możliwe, choć wymaga zmian wielu przepisów

W kampanii wyborczej można obiecać wiele. Jak się okazuje, także zmianę wyglądu miast. Zwłaszcza że odpowiadają za to samorządowcy, a ci są dziś w dużej mierze opozycją w stosunku do rządu. Więc jeśli mieszkańcy narzekają, że w upale nie da się wytrwać w betonowych centrach miast albo że w deszczowy dzień nie sposób przejść przez placyk z kostki Bauma, bo zamienił się w jeziorko, a do tego media i organizacje pozarządowe zaczynają mówić, jak bardzo beton przeszkadza w przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym, zadeklarowanie z nim walki przychodzi łatwo. Premier więc zapowiedział opracowanie przepisów, które zmuszą włodarzy do zachowania proporcji między zielenią a miejską pustynią. Stosowne regulacje mają się znaleźć w nowo powstającej w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju ustawie o planowaniu przestrzennym. Przeznaczenie terenu oraz zasady zagospodarowania przestrzeni miejskiej mają być najpierw określone w planie ogólnym, sporządzanym obowiązkowo dla całego obszaru gminy. Tylko te grunty, które zostaną w nim wskazane jako budowlane, można będzie potem objąć planem zabudowy i wydać pozwolenie na budowę. – W ten sposób ochronimy gminę przed rozpraszaniem zabudowy i przed zabetonowaniem całego miasta – twierdzi MIR. Ale eksperci uważają, że to nie wystarczy. Konieczne są zmiany innych przepisów, np. budowlanych czy w wodnych. Do zazieleniania miast nie zachęca też ustawa o ochronie przyrody. – Nie ma w niej bezpośrednich rozwiązań, które przyczyniłyby się do dbałości o zieleń – uważa radca prawny Krzysztof Gruszecki. Według niego rady gmin nie bardzo mogą wpływać na zagospodarowanie terenów publicznych, nie mogą też zobowiązać mieszkańców, by na swoich działkach sadzili roślinność. Do tego dochodzą zbyt niskie, zdaniem ekspertów, stawki za wycinkę drzew.

Czytaj dalej.

Prawo i praktyka

Przygody Radcy Antoniego

Odwiedź także

Nasze inicjatywy